Jak to jest być tatą

Czas na niechorowanie

Czas na niechorowanie

 

Nie znoszę dwóch okresów każdego roku. Pierwszy kiedy brakuje „do pierwszego”, drugi zaś to czas choróbsk. O ile z pierwszym spotykam się relatywnie rzadko o tyle wirusy, bakterie i inne wkurzające cholerstwa są już codziennością. To nie czas na niechorowanie !!!

L4, urlop czy może „kuruj się sam”

Od czasu kiedy to moje życie stało się bogatsze o karierę zawodową mam dylemat co dla mnie jest najlepsze w okresie osłabienia. Grypa, przeziębienie czy inne choroby stawiały mnie przed dylematem – co dla mnie jest wtedy najlepsze?! Do lekarza chodzę jak umieram, bo po co iść będąc chorym? Skoro zawsze dają ten sam lek. Jak pójdę zdrowy to będę chory. Zawsze coś znajdą jakim okazem zdrowia bym nie był. No to nie chodzę. Co w takim razie zostaje podczas choroby? L4? Nie, to nie w moim stylu. Wolę być pracownikiem co nie choruje i to nie ze względu na pracodawce (bądź co bądź taka opcja mi się należy). Jeśli już faktycznie potrzebuję kilku dni dla siebie a raczej mojego zdrowia to idę na urlop. Ma to oczywiście wymierne korzyści…tak wielkie, ze zostawiam je w aptece 😉 Bo jak już tam idę to wracam z zakupami, które potrafią spustoszyć nie jeden portfel przysłowiowego „kowalskiego”.
Tabletki

Z perspektywy czasu

Wygląda to tak, że ja nie mam czasu na to aby chorować. Nie abym chciał ale… Rolę tą przejęła córka. Jak jest dobrze to i 3 tygodnie bez choróbska w domu. Wtedy mamy święto, wszyscy zdrowi, nikt nie rzęzi, nie kaszle. Nie wiem jak Wy sobie z tym radzicie ale mi powoli ręce opadają. Teraz przechodzimy w domu zapalenie płuc…nawet nie wiem skąd i jak ale oczywiście córka łapie wszystko co lata, opada i można palcami wcisnąć do buzi. Nie patrzy czy i jaka bateria czy inny czort. Czasami tęsknię do czasów bycia dzieciakiem. Z perspektywy czasu chorowanie za dzieciaka była nawet fajne. Brak szkoły, brak obowiązków, wszystko pod nos, można pomarudzić a dziś -córka oddaje mi tak samo jak ja obciążałem rodziców. Podziwiam. Podobnie jak żonę kiedy ja jestem w pracy a ona zajmuje się małym gadającym wirusem będąc w zaawansowanej ciąży. Dostaje kopa od środka i od córki…w sumie to od dwóch córek.

Lepiej nie będzie…..

 

Witaminki witaminki dla….

Tatusia!!! Zdecydowanie tylko to mnie dziś ratuje aby wybronić się przed rozłożeniem się na łopatki przed grypą. O ile dzieciuch i żona faszerują się herbatkami, witaminami, owocami i marudzeniem to ja zostaje tylko ze swoją bronią – aspiryna i małe piwko 😀  Ponoć to pierwsze wspomaga organizm, ponoć. No niby działa ale cały czas wierzę, że to piwo trzyma mnie przy zdrowiu. Naukowo stwierdzono, że to baza witamin 😀 B1, B12, B3, B6 i zapewne jakaś super witamina E….eeeee tam.

Czas na niechorowanie uważam, za nie zaczęty! Dom choruje, ja nie mogę. Dla wszystkich tych co chcą uniknąć jakikolwiek przesileń i problemów zdrowotnych zalecam dużą ilość pracy poza domem i piwo. Pierwsze aby nie myśleć o jakiejkolwiek chorobie a drugie zaś aby zapomnieć o pracy! (pomimo tego że ją lubię)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *