Jak to jest być tatą

Tak wiele a zarazem nic

Tak wiele a zarazem nic (ku pamięci małego Jasia)

 

Miałem się odezwać dopiero w weekend ale wydarzenia ostatnich a zwłaszcza dzisiejsze mnie zmotywowały do szybszego przekazania tego co mam w głowie i sercu. Kasia, nieznajoma z jednego z portali społecznościowych zyskała tak wiele a zarazem nic…Mały Jaś! Na wirtualnych językach wielu osób wspierających się nie tyko słowem ale i pomysłami jak poradzić sobie z naszymi zespołowymi pociechami. Żyliśmy z jego rodziną przez cały czas jego walki, walki o życie!

Sprawiedliwość życia!

I jak tu wytłumaczyć matce, że jej dziecko nie wygrało najważniejszej walki początku jego życia? Kasia to jedna z matek, która podjęła walkę wraz ze swoim synkiem Jasiem. Walka nierówna, niesprawiedliwa! Ciężko mi zebrać myśli aby wyrazić to co ja czuję, ojciec małej dziewczynki która nie musiała walczyć. Nie musiała podejmować wewnętrznego wyboru czy już się poddać czy jeszcze powalczyć. Nie mniej jednak przez ostatni tydzień śledziłem wydarzenia na Zakątku. Co chwila spoglądając czy mama Jasia daje znać, że już lepiej. Nie chcę rozpisywać dlaczego walczył bo każdy z rodziców wie, że nie powód jest ważny ale skutek bitwy jaką toczy mały organizm z przeciwnościami losu. Nie ma sprawiedliwości u matki natury! Wspieraliśmy wszyscy duchem, modlitwą, słowami, czym tylko można. Wierzyliśmy wszyscy, że Jaś zwycięży. Stało się jednak inaczej.

Jedna wielka rodzina

W całej tej sytuacji z Jasiem zdałem sobie sprawę jakie my, jako rodzice mieliśmy szczęście! To lekka hipokryzja ale smutek i żal po Jasiu (obcego dla mnie małego człowieczka) uświadamia mnie, że powinienem się cieszyć. Mimo wszystko z dumą patrzę na wszystkich zakątkowych rodziców jak się wspieramy w tych ciężkich chwilach. Mam nadzieję, że kiedyś każdy z nas będzie mógł doświadczyć energii jaką Jaś otoczy nie tylko swoich rodziców, rodzeństwo (jeśli takowe jest) ale i nas. Magia wspólnoty, ludzi połączonych nadzwyczajnym darem natury.

Chciałbym aby mama Jasia wytrwała w tym przykrym dniu, przepłakała tyle łez ile potrzebuje, wykrzyczała wszystko co tylko może…to pomaga.
Kasiu…wspieram Cię duchem i wierzę, że walka małego Jasia to nie tylko bitwa z chorobą ale też wielki gest dla nas wszystkich pokazujący jak potrafimy, my rodzice zespolaczków się wspierać. Bądź silna!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *